Franciszek Klonowski – powstaniec styczniowy

utworzone przez  | sty 22, 2021 | Historia, Okres międzywojenny

Na cmentarzu w Nowym Mieście Lubawskim, pod srebrnym krzyżem, pochowany jest weteran powstania styczniowego – Franciszek Klonowski.

Całe swoje życie oddał Polsce, wychowując swoje dzieci na patriotów, bowiem sam pochodził z rodziny dla której wartości polskie zawsze były na pierwszym miejscu.

Roch Klonowski

Roch Klonowski, dziadek Franciszka, urodził się w 1789 r. w Bełzu, jako syn Wojciecha i Marianny z domu Mielińskiej. Dom rodzinny znajdował się w Makowie Mazowieckim lub jego okolicach. Roch brał udział w wojnach napoleońskich conajmniej od 1806 r. Początkowo jako brygadier, a od 1807 r. jako szwoleżer w pułku ułanów. Walczył m.in. pod Wgram, nad Berezyną, pod Lipskiem. W maju 1815 r. powrócił na ziemie polskie. Został pochowany na cmentarzu w Opinogórze.

Antoni Klonowski

Antoni urodzony w 1817 r., jedyny syn Rocha, poszedł w ślady ojca i także chwycił za broń, gdy nadarzyła się okazja do walki o wolność Ojczyzny. Wziął udział w walkach powstania listopadowego, w tym w bitwie o Olszynkę Grochowską. Na szyi nosił drewniany krzyżyk, który wyrzeźbił z drzewa wziętego właśnie z pola bitwy, był dla niego swoistą relikwią. Po upadku powstania listopadowego Rosjanie skonfiskowali mienie Klonowskiego w Makowie Mazowieckim. Ożenił się z Julianną z Napiórkowskich. Zamieszkali w Przetyczy, gdzie urodził się ich jedyny syn – Franciszek. Niestety, rosyjskie represje zagrażały rodzinie, dlatego zdecydowali się uciekać do Pułtuska. Tam też jest pochowany Antoni.

Franciszek Klonowski

Franciszek Klonowski urodził się 20 lipca 1846 r., jako jedyny syn Antoniego i Julianny. Z zaciekawieniem i dumą słuchał opowieści o napoleońskiej kampanii swojego dziadka Rocha i udziale w postaniu styczniowym ojca. Gdy w 1863 r. wybuchło powstanie styczniowe nie wahał się by stanąć do walki. Wyreperował ukrywaną przez Antoniego broń i opuścił rodzinny dom. Miał wtedy zaledwie 17 lat. Walczył w stopniu szeregowego. W jednej z bitew został ciężko ranny, ale szybko powrócił do zdrowia po leczeniu w tajnym szpitalu, by dalej walczyć o Polskę. Po upadku powstania styczniowego był przesłuchiwany i torturowany na Cytadeli, a następnie skazany na zsyłkę na Syberię, tak jak wielu innych powstańców. Trafił do Workuty, gdzie pracował jako kowal. Spędził tam aż 13 lat. Franciszek uciekł z Syberii w 1878 r. z grupą kolegów (jeden z nich zginął podczas podróży przez Rosję). Po trzech latach podróży dotarli do Odessy. Tam, jeden z towarzyszy ucieczki, postanowił wyjechać do Ameryki. Drugi kompan podróży powrócił na ziemie polskie razem z Franciszkiem.

Weteran walk z 1863 r. przez 37 lat ukrywał się w plebaniach w okolicach Brodnicy. Zarabiał wykonując prace kowalstwa artystycznego, których nauczył się na Syberii. Z czasem założył rodzinę. Z żoną Weroniką miał dwoje dzieci – Franciszka ur. 1883 i Helenę ur. 1888 r. Odzyskanie przez Polskę niepodległości było dla Franciszka ogromną radością, marzeniem, o które walczył będąc młodym chłopakiem. Na wieść o zagrożeniu bolszewickim w 1920 r. zgłosił się na ochotnika. Miał już wówczas 74 lata! Służył w 65. pułku piechoty, pełnił funkcję kuriera.

Po zakończeniu wojny Klonowski został urzędowo zweryfikowany jako uczestnik Powstania Styczniowego, otrzymując stopień ppor. weterana. Nazwisko Klonowskiego zostało wprowadzone do Imiennego Wykazu Weteranów powstań narodowych 1831,1846 i 1863 roku -Lista nr 1 opublikowana jako Dodatek do Dziennika Personalnego Nr 10/1921 roku, pod poz.947. Przed weteranami roku 1863 musieli salutować policjanci, żołnierze, a nawet generałowie. Cieszyli się wielkim szacunkiem Polaków. 22 stycznia 1923 r. w Warszawie odbyła się uroczystość 60. rocznicy wybuchu powstania styczniowego. Klonowski spotkał wówczas swojego kolegę, który po uciecze z Syberii wyjechał do Ameryki. Było to ich pierwsze spotkanie po 42 latach.

Franciszek Klonowski zmarł 10 października 1924 r., pochowano go na cmentarzu w Nowym Mieście Lubawskim. Gazeta „Drwęca” tak opisywała jego życie i sam pogrzeb:

 

Pogrzeb weterana.

Nowemiasto przeżywało wczoraj trzy podniosłe godziny.

Ulicami od kaplicy szpitalnej do kościoła i od kościoła na cmentarz przesunął się pogrzeb tak wspaniały i uroczysty jakiego jeszcze nie oglądały stare mury Rynku i starsze od nich drzewa alei Kościuszkowskiej. Niemniej wspaniałe nabożeństwo odprawione zostało w kościele parafialnym; żarzyły się wszystkie światła, tonął w zieleni i kwiatach katafalk, zarysowywały się bogato barwne sztandary. Ksiądz proboszcz Pape celebrował w asystencji ks. wikarego Młyńskiego, ks. prefekta Dembińskiego i ks. kapelana z Torunia. Chór „Harmonji” zapełnił świątynię wzniosłemi pieniami.

W kondukcie jaki przeciągnął ulicami nie brakło nikogo, przedstawiciele wszystkich korporacji, Związków i Towarzystw, delegacje Korpusu oficerskiego, muzyka wojskowa, szkoły, a przede wszystkiem nieprzeliczone tłumy z miasta i okolicy tem liczniejsze, że zasilone wielkim napływem ludności wiejskiej, która ściągnęła na targ wtorkowy. Któż to taki ten, którego na barkach niosą kolejno – wojskowi, Sokoli i ucząca się młodzież? Czy to król? Czy to wódz? Czy to hetman jaki?…

Nie, to cichy, nieznany za życia człowiek, z zawodu kowal, weteran z 63 roku, śp. Franciszek Klonowski.

Czem zasłużył na tak wspaniały pogrzeb?

Jako dziewiętnastoletni chłopiec wyreperowawszy sobie zardzewiałą, bo długo w ukryciu przechowywaną broń po ojcu, żołnierzu 31 roku, rzucił dom i poszedł wraz z innymi bronić Ojczyzny przeciwko potężnemu wrogowi na ciężki los, na głód, na nędzę, na niebezpieczeństwa. Ranny i wyleczony w tajnym szpitalu, powraca znowu do szeregów, dając najlepszy dowód jak ideał ofiary powstańczej zrozumiał i ukochał. Po okresie ciężkiego pobytu w Cytadeli, po okrutnych śledztwach i znęcaniach się władz rosyjskich, wysłany na Sybir, rusza w ciężką drogę już z postanowieniem ucieczki i wierzy w udanie się przedsięwzięcia, tak jak wierzy bociek czy jaskółka, gnane umiłowaniem rodzinnego gniazda, że powrócą poprzez lądy i morza. Jakoż siłą woli przemaga trudności i niebezpieczeństwa ucieczki i przedarcia się przez obce kraje i cały zabór rosyjski w niebezpiecznej roli zbiega i czujność władz pruskich, aby na ziemi polskiej pozostać. I dokonywa czegoś więcej, narażając się więcej od innych, zmuszony do ciągłego ukrywania swojej przeszłości, ciągle cichaczem przypomina ją dzieciom swoim wychowując na gorących patryjotów. A już najwyższy dowód miłości Ojczyzny złożył zaciągając się do wojska jako ochotnik, dążący przeciw bolszewickiej nawale, choć był wówczas starcem siedemdziesięcioletnim.

Takiemu to cichemu bohaterowi urządziło miasto wspaniały pogrzeb. A uczciło nim nie tylko ś. pamięci por. Klonowskiego, ale i symbol epoki „straceńców”, którzy sprawili, że duch narodu nie zniszczał wśród grobowych pleśni.”

Gazeta „Drwęca” nr 123, 16 października 1924 r.

Autor - Redakcja

Grób Franciszka Klonowskiego w NML
Grób Franciszka Klonowskiego w NML

Więcej postów o tej tematyce